Refleksja o misyjności nauki i przegapionych szansach


Zawsze w moich doświadczeniach badawczych wchodziłem w zwarcie z problemem badawczym, nabrzmiałym, dziejącym się „tu i teraz”, otwierając szeroko drzwi i okna mojej domowej pracowni, by wyjść naprzeciw badawczej przygodzie…choćby wiązała się z ryzykiem. Tak już mam od lat. Młodzieniaszkiem już nie jestem, zatem młodzieńcza brawura i niekiedy nadmierna pewność siebie, zastępuje dziś odpowiedzialność i refleksyjność badacza zadaniowego - oto powinnością nauki jest wyprzedzać, nadążać, towarzyszyć…odkrywać, tworzyć, wyjaśniać. Być może, nadmiernie buńczuczne mniemanie o MISYJNOŚCI nauki - nauki wszelakiej, z naszego podwórka nauk humanistycznych, szczególnie społecznych, osadzone w poczuciu odpowiedzialności za rzetelne opisanie - zdiagnozowanie – zinterpretowanie tego wszystkiego, co dzieje się z człowiekiem, zarówno w perspektywie jednostkowej, jak i jako istoty społecznej. To, że czas mamy niepewny, to że ryzyko zarazy jest demokratyczne i na równi odczuwalne, nie powinno demobilizować badaczy - wystarczy spojrzeć na inne grupy zawodowe i społeczne: „nie pękają” pracują, trwają na swoich stanowiskach, są obecne…Dlatego też, w szeregu wielu innych koleżanek i kolegów czas ten mnie zmobilizował a nie rozleniwił, wyznaczył wysoki próg uważności na siebie, na innych, na proces badawczy, na badanych, na badaczy, na fazy pandemii - mówiąc nieco górnolotnie - to był piękny czas kondensacji doznań badawczych i badawczych wyzwań.

Ta strona korzysta z plików cookies. Sprawdź naszą politykę cookies żeby dowiedzieć się więcej.

Co z nami zrobiła pandemia?